• Chińska inicjatywa pobudza wątpliwości. Lagarde wezwała do ostrożności
  • "Szansa dla polskich przedsiębiorców". Premier o obietnicy szefa chińskiego rządu
  • Wrzucił monety do silnika "na szczęście". Pasażer dostał słony rachunek
  • Chiński gigant liderem na rodzimym rynku. Apple poza podium
  • Raty pożyczek frankowych mogą wzrosnąć do odwiedzenia rekordowego poziomu

Właściciele banków wysłali dziś dokumenty do polskich władz, w których domagają się rekompensat, jeżeli ustawa o pomocy na rzecz frankowiczów wejdzie w żywot - podała agencja Reuters. - Jest to próba nacisku na polityków by coś zrobili z zagadnieniem - ocenił ekonomista Marek Zuber. Maciej Jędrzejak, dyrektor zarządzający Saxo Bank Polska uspokajał, że "nikomu przeciętny bank nie grozi".

Właściciele banków Commerzbanku (właściciel mBanku) i Millennium wysłali pisma do polskich władz. Według agencji Reuters mają możliwość żądać rekompensat, jeśli ustawa o pomocy dla frankowiczów wejdzie w życie. Zdobycie pisma od Commerzbanku w sprawie ustawy potwierdził Kazimierz Kleina, szef senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych.

Bazy listy piszą i straszą. Chcą od władz rekompensaty za pomoc frankowiczom

Próby nacisku

- Jest to próba nacisku. Podobnie jak posiadamy próby nacisku ze strony www wszystkich grup frankowiczów. To jest nacisk na polityków żeby coś zrobili z tematem - powiedział ekonomista Marek Zuber.

- Można to potraktować dzięki zasadzie: jeśli wprowadzicie tego rodzaju ustawę, to my poczniemy jakieś działania, ale myślę, że trzeba do tego zbliżać się spokojnie - dodał Zuber.

Przypomniał podobne zapowiedzi, które pojawiały się przy okazji np. zmian po Otwartych Funduszach Emerytalnych, jednak które nie zostały przeprowadzone.

Maciej Jędrzejak, szef zarządzający Saxo Bank Nasz kraj podkreślał, że "nikomu przeciętny bank nie grozi". Równolegle zapewnił jednak, że "nikt nie ma zamiaru łamać prawa zarówno polskiego jakim sposobem i międzynarodowego".

Na początku sierpnia Sejm przyjął ustawę, która daje sposobność przewalutowania kredytów we frankach na złote. Według wersji pierwotnej banki miały wydać połowę kosztów tej operacji, ale Sejm niespodziewanie przyjął poprawkę, zgodnie z którą bank umorzy 90 procent tejże kwoty. Ustawą ma się teraz zająć Senat w posiedzeniu w dniach 2-3 września.

- Nie jestem orędownikiem tego, jak zostało przyjęte przez Sejm. Głównie ze względu na podstawowe wrażenie sprawiedliwości wobec wszystkich, którzy brali inne kredyty niźli we frankach - przyznał Zuber.

Niefortunny moment?

Gość TVN24 Biznes i Świata podkreślał "fatalny moment", w jakim zostały wysłane listy.

- Wszystkie istotne organizmu decydujące o tym, jak dzieje się na polskim rynku finansowym są przeciw ustawie postawieni w takiej formie. Premier, minister finansów i WEDŁUG mająca większość w Senacie jest przeciwko. Jednoznacznie twierdzi, że zmieni tę ustawę w Senacie, więc faktycznie wychodzenie w tej chwili z danymi tekstami jest kompletnie z brakiem sensu - stwierdził Zuber.

Jego zdaniem, "banki narażają się, że pozostaną jeszcze gorzej postrzegane poprzez część potencjalnych klientów, bądź aktualnych".

Jak przypomniał zresztą Maciej Jędrzejak wizerunek sektora bankowego już jak i również tak pozostaje mocno nadszarpnięty po poprzednim światowym kryzysie finansowym z 2008 roku.

- Sytuacja sektora bankowego i jego wizerunek cierpi od 2008 r., kiedy przeżyliśmy pierwszą falę kryzysu i ona cały czas jakby nie wybrzmiała. Mamy kolejne odsłony. Kryzys grecki, który ma chwilę spacji, ale pojawiają się w tej chwili turbulencje na rynku wraz ze względu na Chiny. Tego zamieszania wokół rynku finansowego jest dużo - rzekł.

Zdaniem Jędrzejaka przy sposobności ustawy o pomocy dla frankowiczów, "jest za wiele polityki".

Chiny obniżyły stopy procentowe. Wzrosty na europejskich giełdach

Nowy kryzys finansowy na globie?

- Pytanie, czy to jest katar, wiele osób zastanawia, czy to nie jest początek większych problemów. Korekta, którą widzimy teraz wydaje się, że się kończy. To jest również ostrzeżenie dla rynków i wszystkich uczestników oraz graczy w dziedzinie finansowym - powiedział dyrektor zarządzający Saxo Bank Polska.

Zwrócił uwagę na ruchy jakie poczyniły w ostatnich latach największe światowe produkcji.

- Największe mocarstwa wkraczały na ścieżkę wojen walutowych, czyli osłabiania swojej waluty i w ten sposób rozpędzania gospodarki przy sytuacji kryzysowej. W naszej chwili, to co zrobiły Chiny 11 sierpnia (dewaluacja juana - red. ), to w rzeczywistości dołączyły do odwiedzenia tego klubu, akurat przy momencie kiedy Stany Zjednoczone postanowiły zmienić politykę monetarną - tłumaczył Jędrzejak.

- Jeżeli ta dewaluacja wywołała tak duże perturbacje, to warto się zastanowić nad przyszłością i ryzykami związanymi z inwestowaniem a mianowicie przyznał.

Nieco ostrożniejszy w swoich prognozach był Marek Zuber.

- Nie byłbym takim pesymistą. Spodziewaliśmy się mocniejszej sprawdzenia nie tylko na rynkach skarbowych w Chinach od przynajmniej dwóch lat. Natomiast bezpośrednią przyczyną były decyzje polityków chińskich. To jest przy dużej mierze kryzys decyzji politycznych - tłumaczył ekonomista.

Jego zdaniem, "teza, że to może okazać się start wielkiego kryzysu jest wątpliwa".

Chińska giełda dalej traci. Czeka nas "wielkie tąpnięcie i recesja lub spowolnienie"

- Obecnie w zdecydowanej większości globu system finansowy został uzdrowiony, więc nie mamy ryzyka zawalenia się tego programu. Mamy zupełnie inną sytuację na rynku energii (niż w 2008 roku - red. ) - argumentował Zuber.

Konsekwencje dla Naszego kraju?

Jak tłumaczył Firm Zuber, "do nas explicite kryzys nie dotrze. Chyba, że mówimy o spadkach na warszawskiej giełdzie".

- Jeżeli np. system gospodarczy chińska bardzo mocno zwolni, to pewnie będzie wówczas miało wpływ na postęp gospodarki niemieckiej, która jest dużym eksporterem do Chin, to w ten sposób może wówczas nas uderzyć - rzekł ekonomista.