Dariusz Mioduski w 2014 roku zdobył większościowy pakiet udziałów po Legii Warszawa, do korporacji z innym biznesmenem Bogusławem Leśnodorskim (prezesem klubu). Mioduski jest renomowanym prawnikiem, kończył Harvard, był prezesem Kulczyk Investments i niewątpliwie umie się na pieniądzach. Nam opowiedział o finansach po polskiej piłce, przy okazji raportu o przychodach klubów Ekstraklasy, wśród których Legia piąty raz z rzędu zajęła pierwsze miejsce.

Michał Wąsowski, Business Insider Polska: Gdy zatweetowałem o przychodach Legii, 108 mln zł, jeden z waszych fanów od razu zapytał: są pieniądze, a dokąd transfery? Zdaje się, hdy kibice nie zawsze mają zrozumienie dla decyzji pieniężnych klubu.

Dariusz Mioduski: Powiedzmy jedno: tego typu kluby nie mają zysków. Proszę sobie przypomnieć sytuację Legii, która przez kilka niedawnych lat miała straty. Administratorzy (Mioduski i Bogusław Leśnodorski - przyp. red. ) dokładali olbrzymie pieniądze, aby co rok przykryć tą dziurę. Udało nam się zmienić tyle, że przychody w ciągu 3 latek bardzo urosły, z niecałych 70 mln zł do prawie 110 mln złotych, czyli prawie się podwoiły. To powoduje, że nie ma konieczności dokładania do podstawowego funkcjonowania klubu, mamy stabilną sytuację. Nie mówię już nawet o transferach, a o płaceniu ludziom gaży.

Dla fanów wciąż jednak może nie stanowić zrozumiałe, dlaczego - gdyż znacznie rosną przychody - to tych wzrostów nie zaakceptować wykorzystuje się do nabywania zawodników. Może Pan wyjaśnić, gdzie one znikają?

Większe przychody to także lepsze koszty. Przykład: przychody ze sprzedaży pamiątek. Kiedyś wówczas w ogóle nie istniało, dziś to ponad jedenaście proc. naszego budżetu, ale za tym idzie kupno rzeczy, to są jednostki, sklepy, czyli inwestycje, które kosztują. A przepływ zawodnika to przecież odrzucić tylko kwestia tego, jak dużo zapłaci się za danego piłkarza, ale też jakie koszty, np. pensji, ponosi się za jego grę w klubie. Koszty owego, by mieć takich piłkarzy i jakość gry jak na przykład Legia, również wzrosły po ostatnich latach. Musimy dlatego mieć więcej przychodów, by pokrywać wydatki m. in. na sztab, drużynę, inwestycje w drugą drużynę, akademię. Parę lat temu nie było prawdziwej akademii, w tej chwili mamy kilkanaście drużyn - to wszystko kosztuje. Nie jest tak, że jak nagle podwyższymy przychody, wówczas mamy nadwyżkę na transfery. Te nadwyżki powinny pojawiać się właśnie z transferów, ze sprzedaży piłkarza. Wtedy będziemy mieć więcej pieniędzy na zawodników, ale obecnie niestety nadal środki spośród transferów częściowo finansują aktualne koszty funkcjonowania klubu.

Foto: KAMIL PIKLIKIEWICZ / East News Właściciele Legii: Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski

Jak duża część przychodów pochodzi z wypożyczania lóż VIP? W naszym biznesie wynajmowanie miejsc w stadionach wydaje się coraz to popularniejsze. W sytuacji Manchesteru United 11 proc. miejsc, zwłaszcza właśnie VIP, odpowiada zbyt 30 proc. przychodów.

Nie powiem, że u nas jest tak samo, jednak podobnie. Najbardziej wypełnioną częścią trybun z punktu widzenia frekwencji są zawsze loże VIP. Gros przychodów to właśnie one, ale naturalnie przychodzą tu nie wyłącznie ludzie biznesu. Jedni doceniają rozrywkę, inni wówczas zapaleni kibice z krwi i kości, jeszcze inni przychodzą po raz główny i widzą, że wówczas po prostu fajne. Powoli staje się to w pewien sposób ekskluzywną formą rozrywki. Nasi nabywcy mówią potem zresztą, że skorzystali biznesowo na wynajmowaniu lóż, bo np. dopinali tam transakcje. Dla naszej firmy to poważna część biznesu.

W swoim raporcie Deloitte nie uwzględnia wydatków, jedynie stwierdza, że największe to pensje piłkarzy. W wypadku Legii jest to 54-56 proc. przychodów. Wydajecie raz za razem więcej na wynagrodzenia?

Na pewno nie ma spadku płac (śmiech). Jest coraz większa konkurencja o dobrych graczy, o najlepszych nie konkurujemy już tylko z klubami w Polsce, ale dzięki całym świecie. Drużyn, które są w będzie płacić pensje dobre lub wyższe niż Legia, jest sporo. By osiągać pułap od nas oczekiwany, powinno się więc piłkarzom odpowiednio wynagradzać. Chociaż gdybyśmy mogli opłacać mniej, pewnie tak byśmy robili (śmiech).

Ale też pewnie moglibyście płacić więcej najlepszym, gdyby zostały zyski.

Tak, albo zakupić nowych zawodników, bez wątpienia w jakiś sposób te pieniądze inwestować.

Czy Polska nie jest skazana na błędne koło, w którym każdy dobry piłkarz chce wyjechać i następuje odpływ najlepszych zawodników, bo nie da się ich wstrzymać?

To jest fundamentalna kwestia, z którą musimy się zmierzyć. Nie jesteśmy w stanie utrzymać najlepszych piłkarzy, bo oni dostaną wzory w bardzo dobrych klubach europejskich i mają rację, że tam pójdą, bowiem będą się rozwijać i tak dalej. Kluczem wydaje się, by kluby podniosły wartość, za którą piłkarze przerabiają, bo to da dywanom możliwość wychowywania piłkarzy, warsztaty trenerów itp., co będzie podnosić na koniec cena całego systemu polskiej piłki. Zadaniem dla nas, klubów, jest szerzenie praktyki - już pojawia się tego świadomość - żeby nie pozwalać młodym piłkarzom wyjeżdżać od razu, kiedy nadal nie są przygotowani. Wysyłanie chłopców, którzy mają na 18-19 lat, nie umieją języka, nie są zdecydowani na wyjazd zagranicę, to skazywanie ich na porażkę. Mogą tam otrzymać kontrakt na 2-3 okres, który poprawi ich los na bardzo krótki termin, ale prawdopodobnie przyniesie porażkę w długofalowej karierze. Co poniektórzy po takich sezonach wracają, próbują się odbudować w charakterze piłkarze, niektórym nawet się udaje.

Z drugiej strony, jeśli chodzi o transfery w samej Naszym kraju, to od innych klubów dostajemy ceny tak zaporowe, że nie możemy kupić zawodnika.

Foto: Kuba Atys / Agencja Gazeta

Polskie kluby nie chcą zbyć zawodnika do Legii, by nie zwiększać sobie konkurencji w lidze?

Tak. Jednak za granicę oddają ludzi piłkarzy za śmieszne pieniążki. Agenci często są oczarowani faktem, że to jakaś zachodnia marka. To błąd, z punktu widzenia lokalu, zawodnika, managera i piłki. Tak jak w cudzoziemskich ligach, nasi piłkarze muszą najpierw sprawdzać się przy drużynach w Polsce, nabić w butelkę doświadczenia, a potem przy wieku 21-23 lat wyjechać do dobrego klubu prócz krajem. Jak pokazuje los, to potencjalnie ci, którzy tak zrobili, osiągają zbyt granicą sukces. To wzór, który powinien być postrzegany w naszym kraju, w inny sposób nie podniesiemy poziomu kompletnej piłki.

Tagi: piłka nożna Legia Warszawa dochody interes Komentując korzystasz spośród narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Internautów. Aby zgłosić naruszenie – kliknij w link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

Polecamy

  • Piotr Kuczyński: "Jestem wściekły. Zmieniłem punkt widzenia o likwidacji OFE. Dzięki jeszcze gorsze"

  • Jeśli ktoś spóźnił się ze złożeniem PIT, ma możliwość uniknąć kary. Wystarczy czynny żal

REKLAMY Koniec bloku reklamowego

Afera GetBack

  • Trigon TFI zmienia nazwę po aferze GetBacku

  • Afera GetBacku. Gerda Broker próbuje uciec spod topora

  • Afera GetBack. Twórca Altus TFI znał nowe zarzuty

  • Zatrzymano byłego prezesa Idea Banku i kilkunastu podwładnych. Chodzi o aferę GetBack

Notowanie